|
FREDDIE MERCURY / BRIAN MAY / ROGER TAYLOR / JOHN DEACON
Kolejna wielka zmiana w życiu Freddiego nastąpiła w 1964 roku. W Zanzibarze wybuchła wtedy rewolucja, w wyniku której miał powstać nowy rząd zrywający zależność kraju od Wielkiej Brytanii. Matka Freddiego uznała, że pozostanie w Zanzibarze byłoby zbyt niebezpieczne, więc cała rodzina wyemigrowała do Anglii. Zamieszkali w dzielnicy robotniczej Feltham w centrum Londynu. Na początku żyło im się ciężko, ale Freddie był zadowolony, bo zawsze chciał mieszkać na Zachodzie. Po ukończeniu dwuletniej politechniki, rozpoczął naukę na Akademii Sztuk Pięknych. Okazał się bardzo utalentowanym i wszechstronnym artystą - świetnie rysował, zajmował się też projektowaniem ubrań. Jednak tym, co go interesowało najbardziej, była muzyka. śpiewał w kilku mało znanych zespołach rockowych, takich jak Ibex, Wreckage, a potem Sour Milk Sea. Zawsze miał pełno pomysłów dotyczących występowania na scenie, oświetlenia, strojów. Był nie tylko świetnym wokalistą, ale też showmanem w pełnym tego słowa znaczeniu. W czasie jednej z prób z Ibex, odkręcił statyw mikrofonu od ciężkiej, nieruchomej podstawy, aby móc z nim biegać i skakać po scenie. Od tego czasu występowanie z połową statywu stało się jednym z jego znaków rozpoznawczych. Freddie czuł, że jest kimś wyjątkowym. Lubił wyróżniać się z tłumu i zwracać na siebie uwagę nietypowym zachowaniem. Chodził w bardzo oryginalnych strojach, które sam szył i projektował, nieraz używając za materiał indyjskich ubrań przywiezionych przez swoją rodzinę. Faktycznie, widząc go w zniewieściałych satynowo-jedwabnych strojach można było uznać go za dziwaka. Był jednak niezwykle ambitny. Mówił: "Nie będę gwiazdą - będę legendą" i były to prorocze słowa, choć kiedy je wypowiadał nie był jeszcze w ogóle znany. Freddie uważał się za gwiazdę i za wszelką cenę chciał odnieść sukces. Do osiągnięcia tego celu potrzebował dobrego zespołu. Za taki zespół uważał Smile. Grupę tę założył gitarzysta Brian May, a w jej skład wchodzili jeszcze perkusista Roger Taylor i basista Tim Staffel. Freddie często chodził na ich koncerty i rozmawiał z nimi, wtrącając wiele uwag na temat tego, co powinni robić. A kiedy z zespołu w 1969 roku odszedł Tim Staffel, zajął jego miejsce. Od tego momentu wprowadził w zespole wiele zmian, o których myślał od dłuższego czasu. Pierwszą było przemianowanie go na... Queen! Jak sam powiedział: "To oczywiście tylko nazwa, ale bardzo dostojna i brzmi wspaniale". Ale w zespole brakowało basisty. Po zorganizowaniu konkursu, najlepszy okazał się John Deacon, którego przyjęto w 1971 r. Wtedy uformował się ostateczny skład grupy Queen. Freddie zmienił też własne imię. W utworze "My Fairy King", który ukazał się na pierwszej płycie zespołu, jeden z wersów brzmi "Mother Mercury, look what they've done to me...". Freddie obwieścił pozostałym członkom zespołu, że matka z tej piosenki jest jego matką, więc musi zmienić nazwisko na Mercury. I zrobił to, choć najpierw uznali to za jego kolejny żart.
Zespół stopniowo zaczynał zyskiwać popularność, ale brakowało im wielkiego hitu, który mógłby zapewnić im światową sławę. Stan ten zmienił się w 1975 roku. Freddie miał oryginalny pomysł na piosenkę. Chciał, żeby oprócz części balladowej i hard-rockowej, zawierała też fragment quasi-operowy. Jego nagranie wymagało kilku tygodni wytężonej pracy w kilku różnych studiach nagraniowych, oraz wielokrotnego nakładania ścieżek do partii chóralnych. Niektóre taśmy były do tego stopnia wykorzystywane, że w końcu... stawały się przezroczyste. Utwór nazywał się "Bohemian Rhapsody" i był pod wieloma względami rewolucyjny. Nigdy dotąd zespół rockowy nie nagrał piosenki z elementami opery. Zespół wymyślił też oryginalny sposób promowania singla, przez nagranie klipu. Był to prawdopodobnie pierwszy teledysk z prawdziwego zdarzenia w historii muzyki rozrywkowej. Problem polegał na tym, że wytwórnia EMI nie chciała zgodzić się na wydanie singla, głównie ze względu na jego długość - trwał prawie 6 minut. Na szczęście na promowanie piosenki zgodził się Kenny Everett, popularny DJ radiowy. Puszczał ją w swoim radiu na okrągło, aż w końcu wytwórnia ustąpiła i zgodziła się na wydanie singla. Okazał się on ogromnym sukcesem - "Bohemian Rhapsody" przez 9 tygodni utrzymywała się na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów, a później wiele razy zostawała wybierana przez Brytyjczyków na piosenkę wszechczasów. Choć wszyscy członkowie zespołu mieli wkład w nagranie piosenki, przyznają oni zgodnie, że "Bohemian Rhapsody" była przede wszystkim "dzieckiem" Freddiego. W życiu prywatnym Freddie związany był z Mary Austin, którą poznał jeszcze przed powstaniem Queen. Jednak, choć łączyła go z nią głęboka więź uczuciowa, naprawdę był homoseksualistą. Wkrótce po nagraniu "Bohemian Rhapsody" jego partnerem został współtwórca sukcesu Queen - Kenny Everett, również żyjący do tej pory z kobietą. Oboje czuli się w tym związku szczęśliwsi. W 1980 roku Freddie wystąpił nawet w telewizyjnym show Kenny'ego, przerywając na kilka dni trasę koncertową Queen. Mary pozostała jednak przyjaciółką Freddiego aż do końca jego życia.
Freddie był autorem jednych z największych hitów Queen, takich jak "We Are The Champions", wspomniana "Bohemian Rhapsody" czy "Friends Will Be Friends". Pisał bardzo różnorodne piosenki, od romantycznych ballad (np. "Love of my Life"), po dynamiczne, rockowe piosenki ("Princes of the Universe"). Nic dziwnego, że poza Queen miał też własną twórczość solową. W 1985 roku wyjechał do Nowego Yorku, gdzie razem z producentem Reinholdem Mackiem nagrał swój pierwszy album solowy. Album ukazał się na rynku w kwietniu, pod tytułem "Mr Bad Guy". Zawierał 11 piosenek które można zaliczyć do gatunku pop. Choć było na nim kilka naprawdę dobrych utworów, a Freddie włożył w jego wykonanie całe serce, album nie odniósł dużego sukcesu. Sprzedał się w 160 tys. egzemplarzy, co dla gwiazdy pokroju Freddiego było komercyjną porażką. Żadna z piosenek z "Mr Bad Guy" nie stała się też wielkim hitem. Mimo to album jest wśród fanów Queen i Freddiego bardzo popularny. Freddie Mercury żył bardzo intensywnie, jak przystało na gwiazdę rock'n'rolla. Na każdym koncercie dawał z siebie wszystko, a po występie bynajmniej nie szedł spać - imprezy po koncertach Queen przeszły już na stałe do historii rocka. Przypominały coś na kształt połączenia bankietu z seksem zbiorowym ;) Freddie lubił imprezowanie i nocne życie, dużo czasu spędzał wraz z Kennym Everettem i kilkoma innymi przyjaciółmi w klubach dla gejów. Lubił wódkę i papierosy, i przez dość długi okres w swoim życiu brał kokainę. Spał przeważnie nie więcej niż pięć godzin dziennie. Z jednej strony był bardzo pracowity, a z drugiej legendarne stało się jego przywiązanie do luksusu. Znana jest anegdota o tym, jak sprzedał kurtkę Rogera Taylora (było to jeszcze w czasach przed Queen, kiedy obaj pracowali w jednym sklepie odzieżowym i byli biedni jak myszy kościelne), aby zapłacić za taksówkę, która zawiozła go do domu. Freddie nie potwierdza, ani nie zaprzecza tej plotce ;) Przyszedł jednak w końcu czas, kiedy Freddie musiał ponieść konsekwencje swojego szalonego trybu życia. W połowie lat 80. zaczęło być głośno o AIDS, ale on zdawał się zupełnie ignorować ten fakt. Nic dziwnego więc, że zarówno on, jak i Kenny Everett szybko się zarazili. W 1987 roku Freddie przeprowadził badania na obecność we krwi wirusa HIV i wynik był pozytywny. Od tego momentu jego życie się zmieniło. Zrezygnował z dalszych koncertów z Queen i większość czasu spędzał w swoim domu, Logan Place w Londynie. Nie znaczy to jednak, że zrezygnował z nagrywania muzyki. Ba! Wręcz przeciwnie - w ostatnich latach życia powstały jego największe dzieła.
Pracując nad "Barceloną", Mercury zajmował się jednocześnie nagrywaniem "The Miracle" z Queen. Album odniósł sukces, ale prawdziwym arcydziełem była kolejna płyta - "Innuendo". Widać było wyraźnie, że Freddie zmienił swoje podejście do swojej muzyki. Do tej pory określał ją jako "jednorazowy pop", który po przesłuchaniu można zapomnieć. Natomiast utwory z "Innuendo" nie mają charakteru wyłącznie rozrywkowego, wiele z nich posiada głębokie przesłania i mówi o sprawach ważnych. Za przykład niech służy utwór tytułowy oraz wielki hit "The Show Must Go On". Mimo że choroba postępowała, także głos Freddiego był lepszy niż kiedykolwiek. "Czuję, że mój głos wciąż tutaj jest" - mówił. Choć jego kondycja fizyczna była coraz słabsza (ważył mniej niż 50 kg), brał udział w kręceniu ostatnich teledysków Queen, do piosenek "Headlong", "I'm Going Slightly Mad" i "These Are The Days Of Our Lives". W tym ostatnim szczególnie wzruszająca jest ostatnia scena, w której patrząc w kierunku kamery mówi: "I still love you". Była to chyba najlepsza z możliwych form pożegnania z fanami. Ostatnie tygodnie życia poświęcił na nagrywanie wokalu do kolejnej płyty Queen. Za wszelką cenę chciał pozostawić po sobie jak najwięcej muzyki, aby album mógł zostać dokończony. Za każdym razem kiedy tylko poczuł się lepiej, wyjeżdżał do studia nagraniowego żeby zarejestrować możliwie najwięcej partii wokalnych. Jednak praca nad płytą nie została ukończona. Ostatnią nagraną przez niego piosenką była "Mother Love". 23 listopada 1991 roku Freddie wydał oświadczenie dla prasy, w którym po raz pierwszy publicznie przyznał, że choruje na AIDS. Następnego dnia zmarł. W 1992 roku pozostali członkowie zespołu zorganizowali na Wembley wielki koncert, mający uczcić pamięć Freddiego Mercurego. Na jego otwarciu Brian May powiedział "To będzie największe pożegnanie w historii!" i prawdopodobnie nie minął się z prawdą. Na koncert przyszły 72 tysiące ludzi, a 500 milionów widzów na całym świecie obejrzało go przed telewizorami. Trwał ponad cztery godziny i wzięły w nim udział największe gwiazdy muzyczne, wśród nich: Robert Plant, David Bowie, George Michael, Elton John, Metallica, Guns'n'Roses, Tony Iommi, Def Leppard i wielu innych. Dochód z koncertu przeznaczono na walkę z AIDS. W 1994 roku Brian, Roger i John powrócili do pracy nad niedokończonym albumem. Nie była ona łatwa - materiały z sesji nagraniowej z 1991 roku nie wystarczyły do skompletowania całej płyty. Niektóre wokale wzięto z wcześniejszych sesji (np. "Let Me Live" pochodzi z 1984 roku), zaaranżowano na nowo niektóre utwory z płyty "Mr Bad Guy" ("I Was Born To Love You", "Made In Heaven"). Brian May musiał sam dośpiewać ostatnią zwrotkę piosenki "Mother Love", na wyraźne życzenie Freddiego. Wreszcie, po miesiącach żmudnej pracy, żyjący członkowie Queen wydali album w 1995 roku pod niezwykle trafnym tytułem "Made In Heaven", spełniając w ten sposób wolę Freddiego. Był to prawdopodobnie najdramatyczniejszy i najbardziej wzruszający album Queen, kiedy wziąć pod uwagę wielkie poświęcenie Freddiego dla jego stworzenia. Ten album, a także pozostałe płyty Queen i Freddiego, są świadectwem, jak bardzo Freddie Mercury kochał muzykę. I jak bardzo kochał życie. WUNDŻUN |
![]() ![]() ![]()
|
||||||||||
© Queen Corner 2002-2009
|
|||||||||||