HOME
NEWSY
KONKURS
RECENZJE
  > albumy
  > teledyski
ARTYKUŁY
WYWIADY
BIOGRAFIE
  > Freddie Mercury
  > Brian May
  > Roger Taylor
  > John Deacon
HISTORIA
  1968-1976, 1977-1982
  1977-1982, 1983-1991
PIOSENKI
    zespół / solo
TABULATURY
    zespół / solo
GALERIA
CIEKAWOSTKI
DOWNLOAD
  > archiwum QC
  > pliki mp3
  > pliki MIDI
  > inne
REDAKCJA
LINKI
  > strony polskie
  > strony zagraniczne
ANKIETA
KSIĘGA GOŚCI
 
FREDDIE MERCURY / BRIAN MAY / ROGER TAYLOR / JOHN DEACON

 
FREDDIE MERCURY - BIOGRAFIA

Choć Freddie Mercury często podkreślał, że w Queen panuje demokracja i wszyscy członkowie mają jednakowy wkład w twórczość zespołu, to nie da się ukryć, że właśnie on odegrał w nim najważniejszą rolę. Napisał z całej czwórki najwięcej piosenek, w których wyraźnie zaznaczył swój niepowtarzalny styl, pełen pięknych melodii i harmonii wokalnych. Wykreował zadziwiający, ekstrawagancki image sceniczny dla siebie i całego zespołu, i uczynił koncerty Queen barwnymi spektaklami pełnymi ruchu. A przede wszystkim dysponował rewelacyjnym głosem o pięknej barwie, który wciąż nas zachwyca. Jednym słowem, Freddie sprawił, że Queen stał się takim zespołem, jakim znamy go dzisiaj. Prześledźmy więc życie i karierę tej fascynującej, ale i kontrowersyjnej postaci, zaczynając od samego początku.

Zanzibar niewiele zmienił się w ciągu ostatnich 50 lat. Wciąż jest to dość biedne, gęsto zabudowane miasto pełne wąskich uliczek, a z drugiej strony kraina z pięknym wybrzeżem, morzem i zachwycającą przyrodą. Tam właśnie, 5 września 1946 r. urodził się Farrokh Bulsara, którego świat poznał potem jako Freddiego Mercury. Przyszedł na świat w szpitalu rządowym, jako dziecko dobrze sytuowanej rodziny, pracującej dla brytyjskiego rządu. Pierwszy sukces odniósł bardzo wcześnie, bo już jako niemowlak - zdjęcie, które mu zrobiono wygrało lokalny konkurs fotograficzny :) Jednak dla młodego Farrokha niewiele było wtedy interesujących zajęć. Często słuchał płyt z europejską muzyką i czytał kolorowe magazyny pochodzące z Zachodu, marząc że kiedyś stanie się częścią tego dalekiego świata.

The Hectics (Freddie w środku)
W wieku 8 lat Farrokh wyjechał (a właściwie wypłynął) do Indii, gdzie podjął naukę w elitarnej szkole z internatem. Spędził tam kolejne osiem lat swojego życia. Już wtedy wszyscy nazywali go Freddie. Z archiwalnych dokumentów szkoły wynika, że był dobrym uczniem, a szczególnie wyróżniał się w sporcie, muzyce i sztukach pięknych. Ciotka, u której mieszkał, szybko odkryła u niego talent muzyczny, więc zapisała go na lekcje gry na fortepianie. Natomiast w szkolnym chórze nauczył się śpiewu. Pozwoliło mu to stworzyć wraz z kilkoma kolegami pierwszy zespół, który nazwali The Hectics. W ten sposób wprowadzili do zdyscyplinowanej szkoły ducha rock'n'rolla... no i rzecz jasna zwiększyli swoje notowania u dziewczyn ;)

Kolejna wielka zmiana w życiu Freddiego nastąpiła w 1964 roku. W Zanzibarze wybuchła wtedy rewolucja, w wyniku której miał powstać nowy rząd zrywający zależność kraju od Wielkiej Brytanii. Matka Freddiego uznała, że pozostanie w Zanzibarze byłoby zbyt niebezpieczne, więc cała rodzina wyemigrowała do Anglii. Zamieszkali w dzielnicy robotniczej Feltham w centrum Londynu. Na początku żyło im się ciężko, ale Freddie był zadowolony, bo zawsze chciał mieszkać na Zachodzie. Po ukończeniu dwuletniej politechniki, rozpoczął naukę na Akademii Sztuk Pięknych. Okazał się bardzo utalentowanym i wszechstronnym artystą - świetnie rysował, zajmował się też projektowaniem ubrań. Jednak tym, co go interesowało najbardziej, była muzyka. śpiewał w kilku mało znanych zespołach rockowych, takich jak Ibex, Wreckage, a potem Sour Milk Sea. Zawsze miał pełno pomysłów dotyczących występowania na scenie, oświetlenia, strojów. Był nie tylko świetnym wokalistą, ale też showmanem w pełnym tego słowa znaczeniu. W czasie jednej z prób z Ibex, odkręcił statyw mikrofonu od ciężkiej, nieruchomej podstawy, aby móc z nim biegać i skakać po scenie. Od tego czasu występowanie z połową statywu stało się jednym z jego znaków rozpoznawczych.

Freddie czuł, że jest kimś wyjątkowym. Lubił wyróżniać się z tłumu i zwracać na siebie uwagę nietypowym zachowaniem. Chodził w bardzo oryginalnych strojach, które sam szył i projektował, nieraz używając za materiał indyjskich ubrań przywiezionych przez swoją rodzinę. Faktycznie, widząc go w zniewieściałych satynowo-jedwabnych strojach można było uznać go za dziwaka. Był jednak niezwykle ambitny. Mówił: "Nie będę gwiazdą - będę legendą" i były to prorocze słowa, choć kiedy je wypowiadał nie był jeszcze w ogóle znany. Freddie uważał się za gwiazdę i za wszelką cenę chciał odnieść sukces. Do osiągnięcia tego celu potrzebował dobrego zespołu. Za taki zespół uważał Smile. Grupę tę założył gitarzysta Brian May, a w jej skład wchodzili jeszcze perkusista Roger Taylor i basista Tim Staffel. Freddie często chodził na ich koncerty i rozmawiał z nimi, wtrącając wiele uwag na temat tego, co powinni robić. A kiedy z zespołu w 1969 roku odszedł Tim Staffel, zajął jego miejsce. Od tego momentu wprowadził w zespole wiele zmian, o których myślał od dłuższego czasu. Pierwszą było przemianowanie go na... Queen! Jak sam powiedział: "To oczywiście tylko nazwa, ale bardzo dostojna i brzmi wspaniale". Ale w zespole brakowało basisty. Po zorganizowaniu konkursu, najlepszy okazał się John Deacon, którego przyjęto w 1971 r. Wtedy uformował się ostateczny skład grupy Queen. Freddie zmienił też własne imię. W utworze "My Fairy King", który ukazał się na pierwszej płycie zespołu, jeden z wersów brzmi "Mother Mercury, look what they've done to me...". Freddie obwieścił pozostałym członkom zespołu, że matka z tej piosenki jest jego matką, więc musi zmienić nazwisko na Mercury. I zrobił to, choć najpierw uznali to za jego kolejny żart.

Freddie Mercury, Chicago, 1977 r.
Nagranie pierwszego albumu zajęło aż półtora roku. Było to spowodowane brakiem zainteresowania ze strony wytwórni płytowych. Jednak dzięki znajomościom Briana w De Lane Lea Studios udało im się nagrać taśmę demo, następnie wyprodukować album w Tridencie, aby w końcu został wydany przez EMI. Na trzech pierwszych albumach Queen: "Queen", "Queen II" i "Sheer Heart Attack" uformował się ich charakterystyczny styl, który cechował się stosowaniem dużej ilości harmonii wokalnych i gitarowych, w połączeniu z ostrym rockowym brzmieniem.

Zespół stopniowo zaczynał zyskiwać popularność, ale brakowało im wielkiego hitu, który mógłby zapewnić im światową sławę. Stan ten zmienił się w 1975 roku. Freddie miał oryginalny pomysł na piosenkę. Chciał, żeby oprócz części balladowej i hard-rockowej, zawierała też fragment quasi-operowy. Jego nagranie wymagało kilku tygodni wytężonej pracy w kilku różnych studiach nagraniowych, oraz wielokrotnego nakładania ścieżek do partii chóralnych. Niektóre taśmy były do tego stopnia wykorzystywane, że w końcu... stawały się przezroczyste. Utwór nazywał się "Bohemian Rhapsody" i był pod wieloma względami rewolucyjny. Nigdy dotąd zespół rockowy nie nagrał piosenki z elementami opery. Zespół wymyślił też oryginalny sposób promowania singla, przez nagranie klipu. Był to prawdopodobnie pierwszy teledysk z prawdziwego zdarzenia w historii muzyki rozrywkowej. Problem polegał na tym, że wytwórnia EMI nie chciała zgodzić się na wydanie singla, głównie ze względu na jego długość - trwał prawie 6 minut. Na szczęście na promowanie piosenki zgodził się Kenny Everett, popularny DJ radiowy. Puszczał ją w swoim radiu na okrągło, aż w końcu wytwórnia ustąpiła i zgodziła się na wydanie singla. Okazał się on ogromnym sukcesem - "Bohemian Rhapsody" przez 9 tygodni utrzymywała się na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów, a później wiele razy zostawała wybierana przez Brytyjczyków na piosenkę wszechczasów. Choć wszyscy członkowie zespołu mieli wkład w nagranie piosenki, przyznają oni zgodnie, że "Bohemian Rhapsody" była przede wszystkim "dzieckiem" Freddiego.

W życiu prywatnym Freddie związany był z Mary Austin, którą poznał jeszcze przed powstaniem Queen. Jednak, choć łączyła go z nią głęboka więź uczuciowa, naprawdę był homoseksualistą. Wkrótce po nagraniu "Bohemian Rhapsody" jego partnerem został współtwórca sukcesu Queen - Kenny Everett, również żyjący do tej pory z kobietą. Oboje czuli się w tym związku szczęśliwsi. W 1980 roku Freddie wystąpił nawet w telewizyjnym show Kenny'ego, przerywając na kilka dni trasę koncertową Queen. Mary pozostała jednak przyjaciółką Freddiego aż do końca jego życia.

Freddie Mercury i John Deacon (w tle)
Queen już na początku działalności był postrzegany przez fanów jako zespół koncertowy. Właśnie podczas występów na żywo Królowa pokazywała swój rockowy pazur, grając swoje utwory w cięższych wersjach niż na albumach. Zespół koncertował często w rejonach, do których zachodni muzycy jeszcze nie zaglądali, takich jak Ameryka Południowa czy Węgry - koncert w Budapeszcie z 1986 roku był pierwszą wizytą znanego zespołu rockowego za Żelazną Kurtyną. Główny ciężar podczas występów spoczywał na Freddiem, który nie tylko śpiewał, ale też był cały czas w ruchu i robił cały "show". On także projektował szokujące kostiumy dla siebie i reszty zespołu. W latach 70. były to stroje raczej pasujące do kobiet, natomiast sam Freddie często przebierał się w obcisłe kostiumy z baletów Niżyńskiego. Na przełomie lat 70. i 80. zamienił je na... skórę, a na trasie Magic Tour zwykle nosił charakterystyczną, żółtą kurtkę. Freddie miał znakomity kontakt z publicznością. Wymyślił zabawę z widownią, polegającą na powtarzaniu zaśpiewanych przez niego improwizowanych dźwięków (tak zwane "deeeeoooooo" ;) I chyba tylko on mógł pozwolić sobie podczas słynnego koncertu na Wembley w '86 na powiedzenie do publiczności "fuck you" po odśpiewaniu "deeeeoooo" tak żartobliwie, żeby nikt się nie obraził. Trzeba przyznać, że niektóre sceniczne pomysły Freddiego balansowały na granicy dobrego smaku (na przykład zakładanie płaszcza z gronostajów i królewskiej korony na zakończenie koncertów), ale zawsze były traktowane przez niego z przymrużeniem oka.

Freddie był autorem jednych z największych hitów Queen, takich jak "We Are The Champions", wspomniana "Bohemian Rhapsody" czy "Friends Will Be Friends". Pisał bardzo różnorodne piosenki, od romantycznych ballad (np. "Love of my Life"), po dynamiczne, rockowe piosenki ("Princes of the Universe"). Nic dziwnego, że poza Queen miał też własną twórczość solową. W 1985 roku wyjechał do Nowego Yorku, gdzie razem z producentem Reinholdem Mackiem nagrał swój pierwszy album solowy. Album ukazał się na rynku w kwietniu, pod tytułem "Mr Bad Guy". Zawierał 11 piosenek które można zaliczyć do gatunku pop. Choć było na nim kilka naprawdę dobrych utworów, a Freddie włożył w jego wykonanie całe serce, album nie odniósł dużego sukcesu. Sprzedał się w 160 tys. egzemplarzy, co dla gwiazdy pokroju Freddiego było komercyjną porażką. Żadna z piosenek z "Mr Bad Guy" nie stała się też wielkim hitem. Mimo to album jest wśród fanów Queen i Freddiego bardzo popularny.

Freddie Mercury żył bardzo intensywnie, jak przystało na gwiazdę rock'n'rolla. Na każdym koncercie dawał z siebie wszystko, a po występie bynajmniej nie szedł spać - imprezy po koncertach Queen przeszły już na stałe do historii rocka. Przypominały coś na kształt połączenia bankietu z seksem zbiorowym ;) Freddie lubił imprezowanie i nocne życie, dużo czasu spędzał wraz z Kennym Everettem i kilkoma innymi przyjaciółmi w klubach dla gejów. Lubił wódkę i papierosy, i przez dość długi okres w swoim życiu brał kokainę. Spał przeważnie nie więcej niż pięć godzin dziennie. Z jednej strony był bardzo pracowity, a z drugiej legendarne stało się jego przywiązanie do luksusu. Znana jest anegdota o tym, jak sprzedał kurtkę Rogera Taylora (było to jeszcze w czasach przed Queen, kiedy obaj pracowali w jednym sklepie odzieżowym i byli biedni jak myszy kościelne), aby zapłacić za taksówkę, która zawiozła go do domu. Freddie nie potwierdza, ani nie zaprzecza tej plotce ;) Przyszedł jednak w końcu czas, kiedy Freddie musiał ponieść konsekwencje swojego szalonego trybu życia. W połowie lat 80. zaczęło być głośno o AIDS, ale on zdawał się zupełnie ignorować ten fakt. Nic dziwnego więc, że zarówno on, jak i Kenny Everett szybko się zarazili. W 1987 roku Freddie przeprowadził badania na obecność we krwi wirusa HIV i wynik był pozytywny. Od tego momentu jego życie się zmieniło. Zrezygnował z dalszych koncertów z Queen i większość czasu spędzał w swoim domu, Logan Place w Londynie. Nie znaczy to jednak, że zrezygnował z nagrywania muzyki. Ba! Wręcz przeciwnie - w ostatnich latach życia powstały jego największe dzieła.

Montserrat Caballe i Freddie Mercury
 
Jednym z nich był album "Barcelona". Było to wspólne nagranie Freddiego i hiszpańskiej diwy operowej - Montserrat Caballe. Podczas ich pierwszego spotkania w 1986, które zaaranżowano w hotelu Ritz w Barcelonie, oboje długo razem improwizowali przy fortepianie. Ta "jam session" trwała przez kilka godzin i nagranie z niej posłużyło potem za podstawę do stworzenia albumu. Muzyka zawarta na "Barcelonie" jest czymś naprawdę niezwykłym; stanowi niespotykane połączenie rocka (muzyki rozrywkowej) i opery! Freddiemu zawsze uwielbiał głos Montserrat i naprawdę zależało na tym, alby album był doskonały. Dał się nawet namówić Caballe, żeby w utworze "Ensueno" zaśpiewać swoim naturalnym barytonem. Był to JEDYNY utwór, w którym Freddie śpiewa "operowym" głosem. Wykonania piosenek z "Barcelony" były też jego ostatnimi występami scenicznymi. W jednym z wywiadów z tego okresu powiedział: "Zapomnijcie o rock'n'rollu - teraz zajmuję się operą!". I kto wie, może gdyby Freddie nie umarł przedwcześnie, dziś byłby śpiewakiem operowym?

Pracując nad "Barceloną", Mercury zajmował się jednocześnie nagrywaniem "The Miracle" z Queen. Album odniósł sukces, ale prawdziwym arcydziełem była kolejna płyta - "Innuendo". Widać było wyraźnie, że Freddie zmienił swoje podejście do swojej muzyki. Do tej pory określał ją jako "jednorazowy pop", który po przesłuchaniu można zapomnieć. Natomiast utwory z "Innuendo" nie mają charakteru wyłącznie rozrywkowego, wiele z nich posiada głębokie przesłania i mówi o sprawach ważnych. Za przykład niech służy utwór tytułowy oraz wielki hit "The Show Must Go On". Mimo że choroba postępowała, także głos Freddiego był lepszy niż kiedykolwiek. "Czuję, że mój głos wciąż tutaj jest" - mówił. Choć jego kondycja fizyczna była coraz słabsza (ważył mniej niż 50 kg), brał udział w kręceniu ostatnich teledysków Queen, do piosenek "Headlong", "I'm Going Slightly Mad" i "These Are The Days Of Our Lives". W tym ostatnim szczególnie wzruszająca jest ostatnia scena, w której patrząc w kierunku kamery mówi: "I still love you". Była to chyba najlepsza z możliwych form pożegnania z fanami. Ostatnie tygodnie życia poświęcił na nagrywanie wokalu do kolejnej płyty Queen. Za wszelką cenę chciał pozostawić po sobie jak najwięcej muzyki, aby album mógł zostać dokończony. Za każdym razem kiedy tylko poczuł się lepiej, wyjeżdżał do studia nagraniowego żeby zarejestrować możliwie najwięcej partii wokalnych. Jednak praca nad płytą nie została ukończona. Ostatnią nagraną przez niego piosenką była "Mother Love". 23 listopada 1991 roku Freddie wydał oświadczenie dla prasy, w którym po raz pierwszy publicznie przyznał, że choruje na AIDS. Następnego dnia zmarł.

W 1992 roku pozostali członkowie zespołu zorganizowali na Wembley wielki koncert, mający uczcić pamięć Freddiego Mercurego. Na jego otwarciu Brian May powiedział "To będzie największe pożegnanie w historii!" i prawdopodobnie nie minął się z prawdą. Na koncert przyszły 72 tysiące ludzi, a 500 milionów widzów na całym świecie obejrzało go przed telewizorami. Trwał ponad cztery godziny i wzięły w nim udział największe gwiazdy muzyczne, wśród nich: Robert Plant, David Bowie, George Michael, Elton John, Metallica, Guns'n'Roses, Tony Iommi, Def Leppard i wielu innych. Dochód z koncertu przeznaczono na walkę z AIDS.

W 1994 roku Brian, Roger i John powrócili do pracy nad niedokończonym albumem. Nie była ona łatwa - materiały z sesji nagraniowej z 1991 roku nie wystarczyły do skompletowania całej płyty. Niektóre wokale wzięto z wcześniejszych sesji (np. "Let Me Live" pochodzi z 1984 roku), zaaranżowano na nowo niektóre utwory z płyty "Mr Bad Guy" ("I Was Born To Love You", "Made In Heaven"). Brian May musiał sam dośpiewać ostatnią zwrotkę piosenki "Mother Love", na wyraźne życzenie Freddiego. Wreszcie, po miesiącach żmudnej pracy, żyjący członkowie Queen wydali album w 1995 roku pod niezwykle trafnym tytułem "Made In Heaven", spełniając w ten sposób wolę Freddiego. Był to prawdopodobnie najdramatyczniejszy i najbardziej wzruszający album Queen, kiedy wziąć pod uwagę wielkie poświęcenie Freddiego dla jego stworzenia. Ten album, a także pozostałe płyty Queen i Freddiego, są świadectwem, jak bardzo Freddie Mercury kochał muzykę. I jak bardzo kochał życie.


WUNDŻUN
 
 
 

Magic Queen
www.queenonline.pl
Action Mag

SONDA
Co powinni zrobić członkowie Queen?
Nagrać płytę z Paulem Rodgersem
Opracować niewydany materiał
Przejść na emeryturę
Zobacz wyniki

KONTAKT  

w sprawie strony:
wundzunhome@wp.pl

adres Queen Corner:
qcorner@poczta.onet.pl

redaktor naczelny:
chrapek0@poczta.onet.pl
© Queen Corner 2002-2009