|
|
|
|
|
|
|
| |
|
| |
|
| |
|
>
>
| |
|
| |
|
| |
|
>
>
>
>
| |
|
,
,
| |
|
/
| |
|
/
| |
|
| |
|
| |
|
>
>
>
>
| |
|
| |
|
>
>
| |
|
| |
|
|
|
1968-1976 /
1977-1982 /
1977-1982 /
1983-1991
Chrapek & Eryk
Chrapek
Pewien Gość
Pewien Gość
LATA 1977-1980
Witam was, queenomaniacy, w długo oczekiwanym odcinku historii naszej
wspaniałej czwórki. Tym razem opowieść będę snuć ja, Pewien Gość, gdyż
zastąpiłem na tym stanowisku starego, schorowanego przemęczonego Innymi
Ważnymi Sprawami rednacza Chrapka.
Na czym to stanęliśmy? Ach tak, wydanie "News Of The World". Jako się już
rzekło mojemu poprzednikowi na stanowisku historiopisarza :-), Chrapkowi,
album odniósł wielki sukces, na całym świecie sprzedano 7 000 000 sztuk, a
największym zainteresowaniem cieszył się w Stanach. Ciekawi was, skąd wziął
się rysunek na okładce? Otóż Brian i Roger, jako wielcy miłośnicy
science-fiction, widzieli kiedyś komiks, w którym wielki stwór trzymał w
zakrwawionych łapskach trupa jakiegoś pechowca. Twórca obrazka został
namierzony (Frank Kelly Freas) i zmuszony :-) do ponownego narysowania
swojego dzieła w nieco mniej brutalnej wersji - mianowice olbrzym miał
trzymać w łapach połowę składu Queen, w dodatku jeszcze żywych :-). I takim
oto sposobem pierwszy raz okładkę albumu Królowej ozdobił ktoś spoza
zespołu.
W tym samym roku Freddie rozstaje się ze swoją dziewczyną, Mary Austin, na
pocieszenie kupując jej mały prezencik (luksusowy apartament w Londynie :-)
). Natomiast Queen postanawia się rozstać ze swoim dotychczasowym
menadżerem, Johnem Reidem, który ma już dość jednoczesnego pilnowania ich i
Eltona Johna. Od tej pory chłopaki rządzą się sami :-). Przy okazji wygasa
wreszcie umowa z Trident, którym Queen musiał płacić procenty od zysków ze
sprzedaży swoich pierwszych 6 albumów (a "News Of The World", jak wiemy,
jest właśnie szóstym). W grudniu zespół wyjeżdża na drugą już w tym roku
trasę do USA.
Następny roczek, 1978, zaczyna się od wydania singla "Spread Your Wings",
który jednak dociera tylko do 34. miejsca na liście. Cóż, ludziska się nie
znają :-). Później Queen wyrusza w trasę po Europie. W Forest Nationale
grają przez trzy noce z rzędu, czego żaden inny zespół wcześniej nie zrobił
:-). Wreszcie postanawiają wrócić do studia i zająć się nowym albumem.
Specjalnie w tym celu kupują sobie studio Montreaux w Szwajcarii. Tam
pewnego dnia Brian nagrywa odgłosy potężnej burzy, którą możemy podziwiać w
"Dead On Time".
Singiel promujący nowy album to tzw. singiel z podwójną stroną A. Zawiera
"Fat Bottomed Girls" i "Bicycle Race". Ten ostatni utwór został napisany
przez Freddiego, zainspirowanego wyścigiem Tour De France. Pomysłem na
teledysk chłopaki trochę sobie nagrabili u opinii publicznej, gdyż ukazywał
on, jak wiadomo, 50 nudystek na rowerach na stadionie Wembley :-). Ujęcie z
tego klipu miało pójść na okładkę albumu "Jazz", jednak nie poszło, gdyż jak
już wspomniałem, opinia publiczna nie popisała się takim poczuciem humoru,
jak zespół. No i jaką mamy okładkę "Jazzu", każdy widzi, i przykry to widok
:-). Golaska na rowerze zdobi natomiast okładkę singla. Tylko Amerykanie
uznali, że naga pupa stanowi zagrożenie dla ich demokracji i dorobili do
niej majteczki :-).
W końcu album ukazuje się w listopadzie, jednak nie zostaje przyjęty tak
entuzjastycznie, jak poprzednik. Mówię wam, że to z powodu tej okładki :-).
Rok 1979 zaczyna się od serii koncertów w Europie, które zostają
zarejestrowane na taśmie z zamiarem ich późniejszego wykorzystania do
albumu. Album ten ukazuje się w czerwcu jako "Live Killers", składa się z
dwóch płyt i osiąga trzecie miejsce na brytyjskiej liście - prawdziwy
sukces, jak na album koncertowy. Jednak Roger twierdzi, że nie podoba mu się
jakość dźwięku. Prasa krytykuje też to, że podczas części operowej "Bohemian
Rhapsody", odgrywanej z taśmy, Queen opuścił scenę. Chyba trzeba było tym
patafianom wytłumaczyć, że Queen to nie Enrique i jak już gra z playbacku,
to przynajmniej nie udaje, że to na żywo :-).
W sierpniu Queen gra wielki koncert na świeżym powietrzu w Niemczech. Tego
dnia Roger eksperymentuje z kolorem swoich włosów, które wbrew jego
oczekiwaniom stają się zielone :-). Pod koniec koncertu publiczność zostaje
potraktowana z działek wodnych, bo dzień był gorący :-). Mniej więcej w tym
samym czasie niejakiemu Dino Di Laurentis zostaje przedstawiona propozycja,
aby muzykę do jego nowego filmu "Flash Gordon" stworzył Queen. "A kto to
jest Queen?" - odpowiada na to reżyser (Marsjanin ten Dino czy co? :-) ).
Została przeprowadzona błyskawiczna edukacja muzyczna pana Dino Di
Learentisa, po czym propozycja została z miejsca przyjęta :-). Tymczasem
Roger podróżuje sobie po Francji swoim ferrari i przeceniając nieco
wytrzymałość wozu za ostro daje gazu. Autko staje w płomieniach, o mały włos
Queen zostałby bez perkusisty :-).
Ukazuje się nowy singiel, "Crazy Little Thing Called Love", zwiastujący
nadejście albumu "The Game". Freddie, znany z nagłych napadów weny twórczej,
nie zawraca sobie nawet głowy wyjściem z wanny, żeby go napisać,
przysparzając tym samym legendy singlowi. Wychodzi z tego hit, osiągający 2
miejsce w Wielkiej Brytanii, a pierwsze w USA. Freddie postanawia spróbować
swych sił w balecie (to już po opuszczeniu tej wanny, na szczęście :-) ),
wykonując "Bohemian Rhapsody". Następnie grupa wyrusza w Crazy Tour. Przed
jednego z koncertów dach budynku, w którym miał się on odbyć, okazał się
zbyt mały, żeby zmieścić wszystkie reflektory, przywiezione przez zespół.
Zrobiono więc dwie dziury w tym dachu :-). Później Paul McCartney zadzwonił
do Queen mówiąc, że jego własna grupa, Wings, też będzie wkrótce koncertować
w tym samym miejscu i spytał, czy nie mógłby zapłacić za jedną z tych dziur.
Roger żartował, że Queen była pierwszą grupą, która sprzedała Paulowi
McCartney'owi dziurę :-). Trasa kończy się koncertem na rzecz ludności
Kampuczy.
Na samym początku roku 1980 ukazuje się singiel "Save Me". Dociera do 11.
miejsca na liście. Freddie kupuje sobie posiadłość w Kensington za jedyne
500 tysięcy funtów. Płaci gotówką :-). Następnym singlem jest "Play The Game",
ze stroną B w postaci nie wydanego dotychczas na żadnym albumie "Human
Body". Na teledysku do "Play The Game" Freddie po raz pierwszy pojawia się z
wąsami, co z początku niespecjalnie przypada do gustu niektórym fanom -
masowo przysyłają Freddiemu maszynki do golenia jako "prezenty" :-). Jak
wiadomo, Freddie nie uległ tym delikatnym sugestiom :-). Queen pracuje teraz
nad nowym albumem, "The Game" i jednocześnie nad ścieżką dźwiękową do filmu
"Flash Gordon". "The Game" zostaje wydany w czerwcu - jest to pierwszy album
Queen, na którym użyto syntezatorów (na razie tylko w 3 piosenkach). Album
oczywiście staje się kolejnym wielkim sukcesem. Zespół wyrusza w kolejną
trasę koncertową po USA. W przerwach Roger przygotowuje swój pierwszy album
solowy.
Wkrótce potem ukazuje się singiel "Another One Bites The Dust", który osiąga
niesamowity sukces, zwłaszcza w USA. Dociera tam do 1. miejsca i zostaje
singlem roku, poza tym zbiera liczne nominacje, m.in. do nagród Grammy.
Queen zostaje pierwszym po Beatlesach i Rolling Stonesach zespołem spoza
Stanów, którzy zdobyli tam taką popularność. W grudniu ukazuje się wreszcie
muzyka do "Flasha Gordona", a pod koniec roku zostaje ogłoszone, że Queen
sprzedał na całym świecie już ponad 25 milionów singli i 45 milionów
albumów. Nieźle, co?
No, wystarczy na razie. Mam nadzieję, że udało mi się nadrobić drobne
zaległości w historii Queen, jakie ostatnio porobiły się w QC. Do zobaczenia
w roku 1981 :-).
LATA 1981-1982
Witam w kolejnym odcinku Historii Queen. Wygląda na to, że trzeba będzie
trochę podgonić, bo zaległości dają o sobie znać. Przelecimy więc skrótowo
przez lata 1981-82, żeby w następnym odcinku zwolnić do mojego normalnego
tempa i opisać wszystko z typową dla mnie rozciągłoooością :-).
Roczek 1981 zaczyna się dla Queen koncertowo - tym razem w Ameryce
Południowej. Przygotowania do tej trasy zajęły wiele miesięcy, a dzienny
koszt obliczano ponoć na 25 000 funtów. Inwestycja była chyba dobra, skoro
na koncerty przychodziły dosłownie setki tysięcy ludzi. Kto dzisiaj może się
pochwalić taką publicznością? Wkrótce po zakończeniu trasy Roger wydaje swój
pierwszy solowy album - "Fun In Space".
W lecie Queen nagrywał sobie spokojnie swój nowy album w Mountain Studio w
Szwajcarii, kiedy nagle wpadł David Bowie i zaczął sobie z nimi pobrzdąkiwać
:-). W ten mniej więcej sposób powstał singiel "Under Pressure". Zanim
singiel został wydany i z miejsca podbił listę przebojów, ukazała się
pierwsza składanka największych przebojów Królowej, czyli "Greatest Hits".
Ten album oczywiście również był skazany na sukces - jeżeli się nie mylę, to
spędził w zestawieniach ponad 160 tygodni i zdobył 11-krotną platynę (huh).
Troszkę mnie wkurza, gdy w dzisiejszych czasach pierwsza lepsza zbieranina
grajków wyda raptem dwa albumy i już pozwala sobie na takie "greatest hitsy",
podczas gdy Queen zrobił to dopiero po 10 latach swojego istnienia i 10
studyjnych albumach. Ale mniejsza z tym. Jednocześnie z "Greatest Hitsami"
ukazuje się "Greatest Flix", pierwsza na świecie składanka teledysków (w
ogóle Queen sporo rzeczy robił jako pierwszy zespół na świecie).
Następny album ukazuje się w maju 1982 i nazywa się "Hot Space". Fanom
niespecjalnie się spodobało, że Brian zamienił gitarę na syntezatory (a
jeszcze niedawno chwalili się na okładkach płyt: "No-one played synthesisers"...),
ale za to prasa, dotąd konsekwentnie psiocząca na wszystko, co związane z
Queen, wypowiedziała się o nim tym razem pozytywnie. Nie wiem jak wy, ale ja
nie cierpię takich osobników (mam na myśli tych fanów), co to przyzwyczają
się do jednego stylu i później jęczą, kiedy tylko spróbuje się wprowadzić
coś nowego. A przecież kto nie idzie naprzód, ten się cofa i Queen doskonale
o tym wiedział. W momencie, gdy "Hot Space" ukazał się w sklepach, zespół
akurat był w kolejnej trasie. Jeden z koncertów trochę nawalił, bo w tym
samym czasie w Wielkiej Brytanii przebywał papież i zabrakło przenośnych
toalet :-).
"Hot Space" przynosi Królowej wzrost popularności w Argentynie - singiel "Under
Pressure" zdobywa tam 1. miejsce. Ponieważ jednak Argentyna była wtedy w
stanie wojny z Brytanią, tamtejszy rząd zabrania puszczania Queen w radiu.
Są ludzie i parapety... Podobnie myśleli sobie wówczas członkowie Queen,
którzy zresztą jak na złość wydali singla "Las Palabras De Amor", który
wkurzył z kolei kolesiów z rządu brytyjskiego. "Muzyka jest całkowicie
międzynarodowa" - komentował Roger Taylor.
W tym samym roku dochodzi do nagrania kilku wspólnych kawałków Freddiego i
Michaela Jacksona. Niestety, nie zostały one w żadnej formie wydane, chociaż
Freddie stwierdza, że świetnie mu się współpracowało z Michaelem i że
chciałby kiedyś nagrać z nim płytę. Dane mi było usłyszeć tylko jedną
piosenkę z tej wspólnej sesji, nazywa się "State Of Shock" i jest utrzymana
w typowym dla Jacksona stylu (chociaż Freddiego bardziej słychać :-) ).
Po zakończeniu trasy europejskiej Queen leci sobie do Ameryki. W pierwszych
tygodniach koncertu prywatny samolot grupy rozlatuje się na kawałki (no,
może ździebko przesadziłem :-) ) i zostaje wynajęty inny. Jest to
odrzutowiec, który wcześniej należał do... samego Elvisa Presleya. Mimo
niewątpliwego zaszczytu, chłopakom niezbyt przypadł on do gustu, a dlaczego
- to już pytanie konkursowe do znawców biografii Elvisa :-). Queen wraca do
domu w środku września, a już w październiku znow jest "w robocie", tym
razem w Japonii. Tuż przed tym wyjazdem w Kraju Kwitnącej Wiśni (czy co tam
niby miało kwitnąć) ukazuje się w sklepach album "Gettin' Smile". Jak sama
nazwa wskazuje, zawiera on piosenki zespołu Smile z 1969 roku. Wiąże się z
tym zabawny epizodzik, bowiem na wieść o wydaniu tego albumu Brian i Roger
(czyli większość składu "Smile", jak wiemy) zaczęli podejrzewać, że to
jakieś nieporozumienie, bo sami nie pamiętali, żeby nagrali jako "Smile" tak
dużo piosenek :-). Jak się okazało po przetłumaczeniu "krzaczków" na okładce
na język ludzki, firma Mercury (w jej to właśnie barwach grał "Smile") miała
prawa do wydania ich utworów na skutek niezbyt korzystnej umowy, jaką zespół
wówczas zawarł.
Wracając do japońskiej trasy koncertowej - jak można się było spodziewać,
okazała się ona wielkim sukcesem, skośni niemal nosili Queen na rękach. Nie
pamiętam, czy we wcześniejszych odcinkach Historii była o tym mowa, ale w
Japonii panowała "queenmania", tak samo jak wiele lat wcześniej na świecie
beatlemania. Ostatni z koncertów tej trasy sfilmowano, i to jest właśnie ten
koncert, który możemy podziwiać na wideokasecie "Live In Japan". I to już
wszystko na razie, dzieciaczki, idziemy spać :-).
PEWIEN GOŚĆ
CZYTAJ DALEJ >>> (1983-1991)
|
|



KONTAKT
w sprawie strony:
wundzunhome@wp.pl
adres Queen Corner:
qcorner@poczta.onet.pl
redaktor naczelny:
chrapek0@poczta.onet.pl
|